Podczas długiego i żmudnego sprzątania domu mojej zmarłej babci, zgłosiłem się na ochotnika do opróżnienia przestronnego poddasza. Konkretniej - zgłoszono mnie do tego zanim tu jeszcze przyjechałem, nie zważając na to, że mogłem mieć inne zdanie na ten temat.
Moja rodzina potrafi być czasem rozkoszna...
Zamek w drzwiach na strych z czasem całkowicie przerdzewiał.
Zabrało mi w cholerę czasu i porządną dawkę odrdzewiacza, zanim udało mi się je w końcu otworzyć. Nieznośnie zaskrzypiały. Jeden krok przed siebie i kurz zaatakował moje płuca.
Podczas gdy wchodziłem coraz wyżej po schodach, zasłaniałem mój nos chustą, aby odeprzeć ataki kaszlu.
Zdumiewające ilość światła przedzierała się przez brudne okna, więc wepchnąłem moją - jak widać niepotrzebną - latarkę, do tylnej kieszeni.
Podczas gdy małe góry pudeł i antyków (zapewne starszych ode mnie) walały się po całym pomieszczeniu, moją uwagę natychmiast skupiło lustro.
Gdy nagłe przerażenie po ujrzeniu swojego odbicia ustąpiło, stwierdziłem, że jest tu całkiem przytulnie. Ozdobna rama sięgała od podłogi aż niemalże po sam sufit. Była przynajmniej dwa razy wyższa ode mnie. Identyczne, zakurzone poddasze, pełne pudeł i antyków, starszych ode mnie - odbijało się przez wciąż - raczej czystą - powierzchnię szkła.
Niemniej, jakkolwiek byłoby to interesujące, wciąż czekało mnie mnóstwo roboty, więc zacząłem szacować zawartość całego pomieszczenia.
Po przejrzeniu wystarczającej ilości pudeł, przechowujących wiele dobytków życia, ponownie znalazłem się przed lustrem. Krótkie zerknięcie zdziwiło mnie. Nie mogłem być tutaj dłużej niż 15 minut, a jednak cały byłem już w brudzie. W słabym świetle strychu, zobaczyłem coś w stylu błota w kilku miejscach na mojej twarzy, które nie były zakryte chustą. Wyglądem tak, jakbym miał wielkie wory pod oczami, głębokie zmarszczki na czole.
Przejechałem palcem po umorusanej skórze, zanim zorientowałem się, że moje brudne od kurzu palce niewiele pomogą. Nawet chusta nabrała obrzydliwie szarej barwy. Co więcej - nie było na niej widać żadnego wzoru.
Odwróciłem się walcząc z chęcią wzięcia ciepłego prysznica. Usłyszałem jak ktoś wchodzi po schodach. Pojawiła się moja kuzynka. Była na tyle mądra, że ubrała wcześniej maskę przeciw kurzowi:
- Mama prosiła mnie, abym sprawdziła, czy czegoś nie potrzebujesz - powiedziała.
Jej oczy wędrowały po całym pokoju, błyszcząc z ciekawości. Rozejrzałem się dookoła i wskazałem jej górę pracy, która nadal była przede mną.
- Przydałaby się dodatkowa para rąk.
Ponownie spojrzała na mnie.
- Oh, ok. Powiem jej.
Wydała podekscytowany pisk:
- Oouh! Co to jest!?
Patrzyła wprost za mnie, na lustro.
- Taaa, całkiem to fajne, co nie? - powiedziałem kierując się do pudła z antycznymi szlafrokami - ten szajs, który ta kobieta tu trzymała.
- Tak! Prawda!
Przeskoczyła za moimi plecami, kierując się do lustra.
- Spójrz! Tam jest koń na biegunach!
Zmieszany, odwróciłem się i zobaczyłem jak przechodzi przez pustą ramę, na drugą stronę poddasza.
Moja rodzina potrafi być czasem rozkoszna...
Zamek w drzwiach na strych z czasem całkowicie przerdzewiał.
Zabrało mi w cholerę czasu i porządną dawkę odrdzewiacza, zanim udało mi się je w końcu otworzyć. Nieznośnie zaskrzypiały. Jeden krok przed siebie i kurz zaatakował moje płuca.
Podczas gdy wchodziłem coraz wyżej po schodach, zasłaniałem mój nos chustą, aby odeprzeć ataki kaszlu.
Zdumiewające ilość światła przedzierała się przez brudne okna, więc wepchnąłem moją - jak widać niepotrzebną - latarkę, do tylnej kieszeni.
Podczas gdy małe góry pudeł i antyków (zapewne starszych ode mnie) walały się po całym pomieszczeniu, moją uwagę natychmiast skupiło lustro.
Gdy nagłe przerażenie po ujrzeniu swojego odbicia ustąpiło, stwierdziłem, że jest tu całkiem przytulnie. Ozdobna rama sięgała od podłogi aż niemalże po sam sufit. Była przynajmniej dwa razy wyższa ode mnie. Identyczne, zakurzone poddasze, pełne pudeł i antyków, starszych ode mnie - odbijało się przez wciąż - raczej czystą - powierzchnię szkła.
Niemniej, jakkolwiek byłoby to interesujące, wciąż czekało mnie mnóstwo roboty, więc zacząłem szacować zawartość całego pomieszczenia.
Po przejrzeniu wystarczającej ilości pudeł, przechowujących wiele dobytków życia, ponownie znalazłem się przed lustrem. Krótkie zerknięcie zdziwiło mnie. Nie mogłem być tutaj dłużej niż 15 minut, a jednak cały byłem już w brudzie. W słabym świetle strychu, zobaczyłem coś w stylu błota w kilku miejscach na mojej twarzy, które nie były zakryte chustą. Wyglądem tak, jakbym miał wielkie wory pod oczami, głębokie zmarszczki na czole.
Przejechałem palcem po umorusanej skórze, zanim zorientowałem się, że moje brudne od kurzu palce niewiele pomogą. Nawet chusta nabrała obrzydliwie szarej barwy. Co więcej - nie było na niej widać żadnego wzoru.
Odwróciłem się walcząc z chęcią wzięcia ciepłego prysznica. Usłyszałem jak ktoś wchodzi po schodach. Pojawiła się moja kuzynka. Była na tyle mądra, że ubrała wcześniej maskę przeciw kurzowi:
- Mama prosiła mnie, abym sprawdziła, czy czegoś nie potrzebujesz - powiedziała.
Jej oczy wędrowały po całym pokoju, błyszcząc z ciekawości. Rozejrzałem się dookoła i wskazałem jej górę pracy, która nadal była przede mną.
- Przydałaby się dodatkowa para rąk.
Ponownie spojrzała na mnie.
- Oh, ok. Powiem jej.
Wydała podekscytowany pisk:
- Oouh! Co to jest!?
Patrzyła wprost za mnie, na lustro.
- Taaa, całkiem to fajne, co nie? - powiedziałem kierując się do pudła z antycznymi szlafrokami - ten szajs, który ta kobieta tu trzymała.
- Tak! Prawda!
Przeskoczyła za moimi plecami, kierując się do lustra.
- Spójrz! Tam jest koń na biegunach!
Zmieszany, odwróciłem się i zobaczyłem jak przechodzi przez pustą ramę, na drugą stronę poddasza.
| Autor historii | Reddit: u/Kythos | |
| Źródło historii | Cleaning out the Attic | |
| Tłumaczenie | ZombieHug | |
| Lektor / dubbing | ZombieHug | |
| Tło graficzne | Justin Timberlake – Mirrors (8:03) | |
| Tło muzyczne | ErikMMusic (Erik Margolin) - The Dusty Attic | |
| Efekty dźwiękowe | ZombieHug + https://www.freesound.org | |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz