Pracuję w firmie ochroniarskiej przyjmującej zlecenia, których nikt inny się nie podejmuje
Pracuję w firmie ochroniarskiej już od ponad 2 lat. Nasza firma nie należy jednak do tych typowych i normalnych. Wykonuje ona różne zlecenia, których nie podejmują się inne - normalne - firmy ochroniarskie. Wliczają się w to między innymi zadania wysokiego ryzyka, które kończą się dla niektórych rzuceniem tej pracy, lub nawet śmiercią.
Pozwólcie, że zacznę od początku.
Gdy zacząłem tu pracować, przeprowadzono ze mną długie rozmowy, w których wyjaśniano mi wszystkie potencjalne zagrożenia które będą mnie czekać. Podpisałem NDA, czyli umowę o zachowaniu poufności oraz kilka innych dokumentów, w których zapisane było, że cokolwiek by mi się stało, firma nie będzie za to odpowiedzialna.
Wyjaśniono mi, że ta robota jest ryzykowna, ale i bardzo rentowna.
Od dłuższego czasu byłem bezrobotny, więc z chwilą gdy usłyszałem o możliwości szybkiego wzbogacenia się, zignorowałem ostrzeżenia o ryzyku i podjąłem się tej pracy.
W przeciwieństwie do innych firm, dokument o zachowaniu poufności nakazano mi przeczytać w całości. Na głos. W ten sposób mieli pewność, że mam całkowitą świadomość tego co podpisuję. Czytając dokument zdarzały się fragmenty, które wyglądały jakby były jakimś żartem. Zerkałem na przełożonego i po jego śmiertelnie poważnej i skupionej minie, od razu wiedziałem, że cała sprawa jest w 100% poważna i na serio.
Do moich obowiązków należało przede wszystkim wsparcie ochroniarzy na ich posterunkach przez komunikację krótkofalową oraz patrolowanie wyznaczonego mi terenu.
Miejsce naszej pracy znajdowało się w kompleksie biurowym , którego sąsiednie budynki wynajmowane były różnym przedsiębiorcom. Zwykle pracowałem wieczorami i w nocy, czasami zdarzało mi się pracować także o porankach.
Mieliśmy następujące zasady:
Podczas obchodu miałem dokładnie przeszukać cały teren,czyli wszystkie biura, wszerz i wzdłuż, za wyjątkiem budynku numer 4, biura call center. Wręcz nie miałem się do tego budynku nawet zbliżać. Nie ważne co by się działo, nie ważne gdybym np. kogoś zobaczył w oknie, nie ważne co bym słyszał - miałem się trzymać z dala od tego biura. Gdy pytałem się dlaczego, odmówiono mi udzielenia odpowiedzi oraz powiedziano, że jeśli cenię swoje życie to powinienem po prostu wykonywać to co mi nakazano.
Wydawało mi się to dziwne, bo przecież w czasie dnia, między 9 a 17 pracowało tam mnóstwo osób i nic złego się z nimi nie działo. Gdy pytałem o to pracowników tego biura w czasie dnia, w czasie ich pracy, to albo nie wiedzieli o czym mówię albo nagle zmieniali temat lub znajdowali jakieś wymówki aby zakończyć rozmowę.
Był też budynek numer 6, biuro projektanckie, który miał jeszcze dziwniejsze zasady.
Szef przekazał mi coś w ten deseń:
“W budynku 6 możesz czasami na kogoś wpaść. Dokładniej rzecz ujmując - na kobietę.
Będzie ona próbować nawiązać z Tobą rozmowę. To bardzo ważne, za wszelką cenę, koniecznie zignoruj jej obecność. Ona będzie dalej co Ciebie mówić, będzie z Ciebie szydzić, ale nigdy nie stanie Ci na drodze, nigdy nie zablokuje Ci przejścia.
I teraz słuchaj , bo to cholernie zajebiście istotne - jeśli już ją zobaczysz, nie możesz biec. Nie możesz też wychodzić z tego budynku. Musisz najpierw dokończyć obchód. Uwierz mi, ona będzie wiedziała. Wykonaj więc obchód tak jak normalnie byś go wykonał, sprawdź każde pomieszczenie i dopiero jak skończysz, opuść w ciszy budynek, ignorując jej obecność, aż do samego końca. Ona z czasem staje się bardziej poruszona i zaczyna być bardziej agresywna w swoich odzywkach. Może nawet próbować Cię zastraszyć. Może też w bardzo naturalny i przekonujący sposób powiadomić Cię, że coś za Tobą jest, tak że Ty automatycznie będziesz chciał się odwrócić. Tak więc całkowicie ją ignoruj. To naprawdę cholernie ważne! Jeśli tego nie zrobisz… cóż… nie chcesz wiedzieć co się stało z Twoim poprzednikiem…”
Od tego czasu spotkałem ową kobietę jeden raz. Było to wyczerpujące i bardzo bolesne doświadczenie, o którym wolałbym nie odpowiadać.
Kolejną zasadą, o której miałem pamiętać, był zakaz otwierania bramy między godziną 22 a 7 rano. Szef zakazał mi pod żadnym pozorem jej otwierać, nawet jeśli kolejny ochroniarz stawi się na posterunku 5 minut przed czasem, ja nie mogę wyjść, on nie może wejść, brama musi zostać zamknięta.
A to przypomniało mi jedną historię, która mi się kiedyś przydarzyła.
Było to jakieś 6 miesięcy od kiedy zacząłem tam pracować. Moja zmiana miała się już niedługo skończyć, zaczęło już świtać. Usłyszałem walenie w bramę i poszedłem sprawdzić kto przed nią stoi. Zobaczyłem za nią sylwetkę kolegi z pracy.
“Hej! Otworzyłbyś mi bramę?” - zapytał.
Podszedłem do bramy. Gdy wyjąłem klucze i znalazłem ten odpowiedni, zadzwonił mój telefon. Bez patrzenia na ekran, od razu odebrałem i przyłożyłem słuchawkę do ucha. Włożyłem klucz do zamka i zmroziło mi krew. Dzwonił do mnie ten kolega, który właśnie stał przede mną i czekał, aż przekręcę klucz i wpuszczę go do środka.
“Hej! Sorry stary, ale spóźnię się dzisiaj jakieś pół godziny... ”
Rozłączyłem się. Sprawdziłem godzinę. Była 6:50.
Spojrzałem na postać za bramą. Zaczął walić rękami i trząść bramą. Żądał, abym go wpuścił. Mówił, że zgubił swój telefon i że to on jest prawdziwy.
Wróciłem na posterunek i czekałem. Czekałem chyba wieki, aż w końcu walenie w bramę ustało. W rzeczywistości minęło dokładnie 10 minut.
Była 7 rano.
To są wszystkie zasady jakie nakazano mi przestrzegać w moim rejonie. Przez większość czasu nic się nie działo. Jednakże słyszałem różne historie od kolegów z pracy.
***
Za pośrednictwem krótkofalówki, mam kontakt z innymi strażnikami.
Jeden z nich opowiedział mi kiedyś historię.
Pracował on w bloku mieszkalnym.
Pewnej nocy, starszy mężczyzna, najemca jednego z mieszkań zaprosił go do siebie.
Staruszek nie wyjaśnił czy coś się stało, tylko po prostu , powiedział mu, aby ten poszedł do jego mieszkania. A strażnik za nim poszedł.
Gdy dotarł do mieszkania, zobaczył żonę mężczyzny. Płakała.
Rozpaczała i lamentowała nad śmiercią swojego męża.
Ochroniarz starał się przekonać ją, że jej mąż wręcz przeciwnie, jest bardzo żywy i tak właściwie, to on go tutaj przyprowadził.
Ale gdy odwrócił się, staruszka już za nim nie było.
Wtedy odwrócił się z powrotem do kobiety i zobaczył jego martwe ciało, na fotelu, obok jego płaczącej żony.
Ochroniarz jeszcze tego samego dnia, rzucił tą robotę.
***
Inna straszna historia zdarzyła się na dużej farmie, gdzie nasza firma miała kilka posterunków.
Facet o imieniu Jeff, strzegł jednego z nich. Opowiedział mi o swoim przeżyciu, które spowodowało, że uciekł stamtąd w samym środku nocy.
Najwidoczniej farma była wtedy pusta, gdyż miały być na niej zbudowane jeszcze jakieś budynki. Do obowiązków Jeffa należał patrol całego obszaru dookoła celem upewnienia się, że nie ma na nim wandali lub squatersów, czyli ludzi, którzy starają się za darmo zamieszkiwać puste budynki.
Jednej nocy, podczas jego obchodu, usłyszał jak ktoś żartobliwym tonem, wołał go po imieniu.
Uznał, że mu się przesłyszało.
Jednak wołanie i chichoty nie ustały.
Zapytał się więc kto tu jest i zażądał, aby postać ta wyszła z rękoma podniesionymi do góry.
Nie byłem tego świadkiem, więc nie gwarantuje, że właśnie tak było, ale Jeff przysięgał, że to się właśnie wydarzyło.
Mówił, że nagle, ze zboża wyłoniła się postać mężczyzny. Zboże sięgało facetowi do pasa, co było niemożliwe, bo zboże to było większe niż sam Jeff, a Jeff to cholernie wysoki koleś.
Mężczyzna uśmiechnął się do niego i kontynuował wołanie go po imieniu żartobliwym tonem, od czasu do czasu chichotając.
Łatwo domyślić się, że Jeff miał w dupie czego chciał od niego ten facet. Nie został tam ani chwili dłużej.
Gdy potem zgłosił to w kwaterze głównej, odpowiedzieli mu, że w przeszłości na tym terenie zdarzały się już podobne zjawiska. Istota wołała strażników używając ich imion. Nigdy jednak nie wyrządziła nikomu krzywdy.
***
Ostatnim doświadczeniem, jakim się z wami podzielę jest jeszcze jedna moja historia.
Miało to miejsce, gdy przydzielono mnie do szpitala na okres jednego miesiąca. Właściwie to była to chyba raczej prywatna klinika lub coś w tym rodzaju. Moim zadaniem było monitorowanie obrazu z kamer.
Kamera numer 3 była jednak wyłączona. Gdy zapytałem się dlaczego, odpowiedziano mi, że tak jest dobrze, żeby pozostała wyłączona i żebym nigdy jej nie włączał.
Powiedziano mi także, że od czasu do czasu, na monitoringu pokrywającym obszar przed biurem ochrony, czyli moim pokojem, może pojawić się pewna postać. Postać ta będzie stała twarzą do drzwi. Bez ruchu. Polecono mi, aby w takim przypadku pozostał w pokoju i nie zerkał na drzwi. Zazwyczaj postać znika po około 30 minutach. Patrol między godziną 3 a 6 nad ranem był surowo zabroniony.
Pieniądze są jednym z powodów, dla których jeszcze nie rzuciłem tej roboty i w gruncie rzeczy - zagrożenia i niebezpieczeństwa nie są takie złe o ile się do nich przyzwyczaisz i wiesz co masz z nimi zrobić.
Dodatkowym plusem jest stacjonowanie w różnych bazach, dzięki czemu praca daje więcej wrażeń i jest bardziej dynamiczna i ciekawa.
Jeśli któreś z was, tak jak ja - nie posiada żadnych umiejętności, talentów oraz wykształcenia- to praca ta, jest stworzona właśnie dla Ciebie
-- CIĄG DALSZY NASTĄPI --
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz